- Mieszka w siedzibie naszego stowarzyszenia.
- W Korsylii? – zapytałam.
- Tak. O... Alexo, wszystko wskazuje na to, że ty też powinnaś tam uciec.
Melania z Serafinem patrzyli na mnie tak, jak gdyby spodziewali się jakiejś
gwałtownej reakcji. Dania im pretekstu do kolejnego oskarżenia. Ja z kolei poczułam
zalewającą mnie falę lęku i ekscytacji i usiłowałam dojść do tego, ile z tych emocji
powinnam teraz okazać i w jaki sposób to zrobić. W każdym razie, zastanawiałam się, czy
było to rzeczywiście możliwe, bym znajdowała się w aż tak drastycznym położeniu? - Alexo... – odezwał się Serafin, kiedy już miałam o to zapytać. Byłam zadowolona,
że przynajmniej nazywali mnie preferowaną przeze mnie wersją mojego imienia i
zastanawiałam się również, czy miała to być niejako rekompensata za fatalną sytuację, w
której się znalazłam. – Rozumiesz chyba, o co chodzi? - Nie rozumiem... – odpowiedziałam, nie rozumiejąc, co dokładnie miał on na myśli.
- Wiesz chyba, o co chodzi Gizeli? Dlaczego chce cię zgłosić?
Pokręciłam powoli głową i patrzyłam na mężczyznę z oczekiwaniem. - Tak naprawdę mówiliśmy o tym na zajęciach nie raz. O twojej postawie. Twojej, a
także Felixa i Violetty. Przypomnij sobie, ile razy opuściłaś zajęcia, tłumacząc się poczuciem
bezsensu, brakiem wartości naszego stowarzyszenia albo innymi zajęciami, które po prostu
były dla ciebie ważniejsze. Czy tak myśli typowy alergik? Ktoś, kto twierdzi, że boi się ludzi,
bo są tacy wielcy? Przypomnij sobie, jak zlekceważyłaś wystawę, którą zorganizowałem
wam raz na zajęciach plastycznych i z jaką zawiścią patrzyłaś na prace kolegów, oznajmiając
wprost, że dla ciebie liczy się tylko estetyka i profesjonalizm. Przypomnij sobie, jak często
zgłaszałaś się do głównych ról w przedstawieniach i jak często próbowałaś narzucić swojej
grupie swoją własną koncepcję. Jak często wybierałaś wyzywające i widowiskowe zadania,
żeby popisać się podczas zajęć. Przypomnij sobie, jak krytykowałaś – Serafin spojrzał na
mnie znaczącą, wymawiając słowo „krytykowałaś” z nadmierną wyrazistością – swoich
kolegów i koleżanki za ich własną interpretację zadań... Sonia do teraz nie może dojść do
siebie, po tym, jak powiedziałaś jej, że nie ma prawa do użycia kreatywności i pokazania
cząstki siebie... Przypomnij sobie, jak lekceważyłaś prezentacje ekspertów, okazując
zniecierpliwienie albo nie przychodząc na nie w ogóle. Przypomnij sobie, jak trudno było ci
przyznać, że ktoś oprócz ciebie może mieć pozytywne cechy, choćby kiedy miałaś wymyśleć
jakiś pozytywny opis dla Sheili. Albo jak powiedziałaś Blance, że nie podoba ci się to, co od
niej usłyszałaś, chociaż były to same dobre rzeczy. Przypomnij sobie, jak często mówiłaś, że
nie masz wpływu na rozwój swojej alergii i jak mało zaangażowania wykazywałaś, żeby
rzeczywiście z nią walczyć. Zrezygnowałaś z propozycji Gizeli, żeby zamieszkać w pokoju
pozostawionym przez Williama. Nie chodziłaś na zajęcia dodatkowe. Przypomnij sobie, ile
razy podczas naszych rozmów mówiłaś, że nie chce ci się kogoś słuchać, a następnie żądałaś,
żeby inni cię słuchali.
Kiedy Serafin skończył mówić, nie wiedziałam już, czy rzeczywiście chce mi pomóc,
czy raczej przekonuje mnie właśnie (lub siebie samego) do tego, że jednak powinnam zostać
zgłoszona władzom. Nie wiedziałam, co myśleć o tym wszystkim, co usłyszałam. Pomijając
fakt, że wszystkie te zachowania zostały opisane w sposób całkowicie niewyrozumiały i
kategoryczny, niektórych z nich nie mogłam sobie nawet w ogóle przypomnieć. Z tego, co
pamiętałam, kiedy graliśmy w „zadania”, nie oceniałam nikogo wprost, na głos, a jedynie w
tatianarevelion
(TatianaRevelion)
#1